Kilka słów o spec-ustawie

Grudzień 5, 2019

W ostatnich dniach środowisko łódzkich miłośników zabytków, konserwatorów i architektów obiegła informacja o przygotowywaniu przez łódzki magistrat „spec-ustawy” związanej rzekomo z usprawnieniem prowadzonych szeroko działań remontowych.

Jej projekt wydaje się co najmniej kontrowersyjny – przede wszystkim ze względu na próbę uchylenia ochrony rejestrowej zabytkowych wnętrz budynków oraz wprowadzenie możliwości wykreślania przez Radę Miasta obiektów z ewidencji zabytków – i myślę, że warto przyjrzeć się mu z bliska i rozpocząć dyskusję nad tym, jakie są problemy, potrzeby i rozwiązania, stojące przed architekturą Łodzi – zarówno tą tworzoną obecnie, jak i historyczną.

Na wstępie warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest powodem uruchomienia procesu powstawania specustawy. Odpowiedzi może być kilka. Pierwsza – najbardziej oczywista – zakłada, że gwałtowne działania magistratu to próba wywarcia nacisku na władze centralne i dążenie do utworzenia spec-funduszu na remont łódzkich budynków. Drugim powodem może być pilna potrzeba zapewnienia lokali komunalnych i socjalnych (to nie to samo!) łodzianom czekającym w wielotysięcznych kolejkach po lokal. Trzecim, najbardziej prozaicznym powodem, jest maksymalizacja oszczędności przy prowadzeniu remontów miejskich budynków – w tym budynków zabytkowych (co nie jest równoznaczne z budynkami rejestrowymi i będącymi w ewidencji, o czym niżej).

Na pewno Łódź potrzebuje więcej pieniędzy, więcej remontów i więcej mieszkań – co do tego nie ma co się kłócić. Pytanie, czy, dlaczego i w jakim stopniu konieczne jest powiązanie tych trzech palących potrzeb miasta jednym planem zaradczym. Pospiech, w jakim przygotowywane są założenia spec-ustawy, nie wróży nic dobrego; już teraz widać, że do tej operacji przygotowywany jest raczej walec, niż skalpel. Poniżej prezentuję kilka refleksji, które nasuwają mi się podczas słuchania nagrań i relacji ze spotkania dotyczącego spec-ustawy.

1. Brakuje dyskusji

W całym zamieszaniu wokół specustawy brakuje eksperckiej dyskusji, która w gronie teoretyków, praktyków, historyków i inwestorów młodego i średniego pokolenia pozwoliłaby m.in. na określenie dlaczego to akurat zasób budynków zabytkowych jest najlepszym „naczyniem” dla mieszkaniówki? Może powinniśmy jednak adaptować czy recyklingować coś innego? A może rzeczywiście należy „wziąć na warsztat” budynki historyczne, ale niekoniecznie według recepty „skuć i pomalować na biało”? Może pojawiły się w ostatniej dekadzie nowatorskie formy myślenia o tym problemie, które pozwolą potraktować sprawę w nieszablonowy sposób, czyniąc z Łodzi innowatora w zakresie tworzenia prospołecznych realizacji architektonicznych? Może pojawiły się nowe narzędzia interesujące z punktu widzenia inwestorów? Nie wiemy, bo mało ze sobą rozmawiamy, a często pracujemy w niezbyt twórczym i skłaniającym do usztywniania się nurcie „gaszenia pożarów”.

2. Brakuje wiedzy

Przede wszystkim należy rozpoznać i dokonać wartościowania zasobu historycznych budynków, jakim dysponujemy. Obiekty mogą być objęte dwoma podstawowymi formami ochrony – ścisłą, czyli rejestrem (stosuje się ją wobec najbardziej wartościowych obiektów) i stosunkowo „swobodną”, czyli ewidencją. Obecnie budynków wpisanych do ewidencji jest w Łodzi ok. 2300, a wobec tej liczby obiekty rejestrowe są zaledwie ułamkiem. Istotnie, ewidencję zabytków należy skrupulatnie przejrzeć i zobaczyć, które obiekty zasługują na ochronę rejestrową, które powinny pozostać w ewidencji, a które należy z niej wykreślić, bo i takich budynków jest w Łodzi wiele. By przeprowadzić to działanie konieczna jest wiedza – zarówno z zakresu konserwacji zabytków, jak i o nich samych, wynikająca z ich skrupulatnej inwentaryzacji. Bez rozpoznania wartości budynku historycznego nie możemy wyrokować o jego losach. Inwentaryzacja nie jest na tle remontu budynku działaniem długotrwałym, ani kosztochłonnym. Najpierw musimy wiedzieć, co dokładnie mamy i jaka jest tego realna wartość, a dopiero następnie powinniśmy podejmować kroki w kierunku przekształcenia tej tkanki. Czym innym jest demontaż pieca akumulacyjnego z okresu późnego PRL-u, a czym innych rozbicie pieca z miśnieńskich kafli z wieku XIX. Inaczej podejdziemy do kalkomanii na kafelkach w łazience, a inaczej do dekoracji z trawionego szkła wprawionych w drzwi salonu. Na pewno służby konserwatorskie są w stanie wyłonić kilkadziesiąt budynków, które po inwentaryzacji mogą zostać przekształcone – nie twórzmy narzędzia na wielką skalę, tam gdzie wystarczające będzie doraźne działanie. Nie możemy jednak pozwolić, by o obecności lub wykreśleniu obiektu z ewidencji decydowali radni – w zdecydowanej większości nie mają odpowiedniej wiedzy, będą głosować więc politycznie, a nie merytorycznie. Dlatego trzeba zablokować możliwość „operowania” na ewidencji osobom bez odpowiednich narzędzi do oceny konsekwencji swoich działań. Jestem przy tym zdecydowanym wrogiem „fragmentarycznego” uchylenia wpisu do rejestru zabytków, czyli zezwolenia na przekształcenia wnętrz w budynku objętym ścisłą ochroną, co stoi zresztą w absolutnej sprzeczności z prawodawstwem krajowym. Wnętrza i elewacje budynków tworzą całość; wydrążenie zabytku jest równoznaczne z głęboką i nieodwracalną degradacją jego wartości. Parafrazując znany cytat filmowy – sąd sądem, ale rejestr musi pozostać nieruszony.

3. Brakuje precyzji

Założenia spec-ustawy są tak szerokie, że oddają olbrzymią odpowiedzialność w ręce wykonawców. Od opinii dosłownie kilku osób (a może nawet jednej) będzie zależał los całego zabytku. Jego zniszczenie będzie procesem nieodwracalnym. Pytanie, czy jest społeczne przyzwolenie na takie działanie – w moim odczuciu nie ma. Jednak warto wskazać pewne niedoskonałości także po drugiej stronie barykady. Trzeba powiedzieć głośno, że nie cała historyczna architektura Łodzi będzie zachowana i odrestaurowana na „najwyższym konserwatorskim C”. To nierealne, a w wąskim zakresie – niepotrzebne, ponieważ nie każdy stuletni budynek jest zabytkiem (a z drugiej strony może nim być realizacja sprzed 30 lat). Uważam, że powinniśmy zejść do precyzyjnie zakreślonych konkretów – usłyszeć od miasta jaka jest planowana skala i charakter działań. Jeśli potrzeba 200 kamienic i uznamy w dyskusji, że jest to najlepsze rozwiązanie – znajdźmy (we współpracy z służbami konserwatorskimi i w toku inwentaryzacji) takie budynki, by ich przekształcenie stanowiło możliwie najmniejsze naruszenie wartościowej tkanki miasta. Nie wprowadzajmy wielkich narzędzi, bo sami się nimi pokaleczymy.

4. Brakuje dalekowzroczności

W dyskusjach internetowych pojawia się argument, by dostosować lokale do „standardów komunalnych”, to znaczy ogołocić wnętrza budynku z dekoracji, ponieważ stawki czynszu będą tu niskie. Abstrahując od pewnego klasizmu tego myślenia – na pewno mamy wiele już ogołoconych budowli, których nie trzeba dalej niszczyć, wystarczy tylko wykorzystać. Tam, gdzie zachowało się coś cennego, należy otoczyć to ochroną, zależną od wartości danego artefaktu. Być może w uzasadnionych przypadkach można – choć dla wielu profesjonalistów to rozwiązanie kontrowersyjne, a nawet nie do przyjęcia – zdemontować dany typ dekoracji i przekazać do magazynu Miejskiego Konserwatora Detali. Wyobrażam sobie, że takie rozwiązanie może sprawdzić się w wypadku pojedynczych przeszkleń, klamek, kafelków, fragmentów balustrad o rzadkich wzorach, etc. ale może być trudne np. przy meblach w zabudowie. Tu jednak znowu powraca pytanie o to, czy mówimy o tysiącach detali czy może o kilkuset przykładach? Nie wiemy tego bez inwentaryzacji. Warto jednak pamiętać, że naszym obowiązkiem jest przekazanie dalej pewnego dziedzictwa i nauczenie szacunku do jego wartości nie tylko ludzi z „luksusowych apartamentów”, ale ogółu mieszkańców. Wielu łodzian cierpi na kryzys identyfikacji z miastem – jestem przekonana, że zostawienie fragmentów oryginalnej tkanki, ręcznie robionej malatury czy przeszklenia łatwiej zwiąże człowieka z miejscem niż metry gładkiego karton-gipsu.

5. Zaangażujmy się

Przede wszystkim jak najwięcej osób – z różnych stron stołu architektonicznego – powinno zaangażować się w dyskusję o założeniach spec-ustawy. Każda optyka wzbogaca – zarówno inwestorska, konserwatorsko-zachowawcza, gospodarczo-liberalna, jak i prospołeczna. Żeby jednak dyskusja przybrała konstruktywny charakter potrzebna jest jej koordynacja. Być może testowany właśnie panel obywatelski to dobry kierunek działań, a może propozycja powinna wyjść od trzeciego sektora, uczelni, może warto poprosić o wsparcie Narodowy Instytutu Architektury i Urbanistyki? Z działań, które można podjąć w najbliższych dniach – wedle informacji przekazanych przez „Tak dla Łodzi” pracująca nad spec-ustawą Komisja ds. Projektu Ustawy o Szczególnych Zasadach Przygotowania i Realizacji Inwestycji z Zakresu Budownictwa Mieszkaniowego oraz Rewitalizacji Łodzi będzie się spotykała w następujących terminach: 10 grudnia 2019 r. godz. 12.00, 12 grudnia 2019 r. godz. 11.00, 17 grudnia 2019 r. godz. 12.00, 19 grudnia 2019 r. godz. 11.00. Serdecznie zachęcam do uczestniczenia w jej obradach – pozwoli to na rozwianie wielu wątpliwości i przedstawienie stanowiska i propozycji łodzian zaangażowanych w sprawy swojego miasta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *